Ostatnie Artykuły
2012-02-17
Centrum ds. Uprowadzeń w KGP ...więcej
2012-02-16
Przemoc w rodzinie ...więcej
2012-02-13
Zmodyfikowana metoda "na wnuczka" ...więcej
Newsletter
Bezpieczeństwo osób
- Dodano:
2012-01-24
Według dorosłych kara ma magiczną moc i jest naturalnym następstwem złego zachowania. Każdy rodzic sięgający po to narzędzie ma nadzieję, że będzie ono słusznym elementem wychowania i powstrzyma dziecko od dalszego robienia tego, co niedozwolone. Czy rzeczywiście tak jest i czy kary są konieczne?
„Jeszcze raz tak zrobisz, to zobaczysz”, „Uważaj, za chwilę dostaniesz karę”, „Ja ci zaraz pokażę” - podobne sformułowania można usłyszeć z ust rodziców wychowujących dzieci. Uważają, że wystarczy postraszyć, a od czasu do czasu dla przykładu ukarać i przyniesie to oczekiwany efekt.
Często spotyka ich jednak rozczarowanie: „Zrobiliśmy już wszystko (w domyśle: użyliśmy wszystkich możliwych kar) i nic to nie daje”. Istnieją też tacy, którzy za wszelką cenę starają się unikać takich środków. Najczęściej uważają oni, że to największa krzywda dla dziecka albo sądzą - „że on/ona jest jeszcze za malutki/a” lub „jak pójdzie do przedszkola/szkoły to się nauczy”.
Często tylko straszą ukaraniem lecz na tym poprzestają. To oczywiście przykłady dwóch skrajnych postaw. Doświadczenie pokazuje, że obie metody nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Nie dziwi więc fakt, że wśród rodziców pojawia się bezsilność, bezradność i zagubienie.

Jak to się dzieje, że jedni stosują kary, a inni wystrzegają się ich jak ognia? Liczne badania potwierdzają tendencję do powtarzania wzorców zachowania, które w dzieciństwie obserwowaliśmy we własnych domach. Wszystko zależy więc od tego, w jaki sposób sami byliśmy wychowywani.
Jeśli normę stanowiły kary, w przyszłości sięgniemy po ten środek wierząc, że to dobra droga. Jeżeli pozytywnie nas motywowano i obdarzono miłością, będziemy starać się przekazać te same wartości naszym pociechom.
Wobec powyższej wiedzy warto czasami zastanowić się (zwłaszcza w trudnych momentach): czy chcę, aby moje dziecko było takim rodzicem, jakim ja jestem? Jeśli trudno wam znaleźć odpowiedź na to pytanie - poobserwujcie własne skarby, one (zwłaszcza w wieku przedszkolnym) za wszelką ceną pragną być takie jak wy.
W związku z tym w zabawie zachowują się właśnie tak, jak was widzą, obserwują i odbierają. Czasami to bardzo przykra prawda, albo wyolbrzymiona karykatura na wasz temat - zawsze godna uwagi i warta refleksji. Często taka świadomość pomaga wprowadzić zmianę. A zmiana, choćby najmniejsza, rozpoczyna trwający proces doskonalenia.
W myśl powielania tego, czego doświadczamy w dzieciństwie, warto przytoczyć statystyki, które charakteryzują profile przestępców. Okazuje się, że większość z nich, zwłaszcza recydywiści – to osoby, na których w dzieciństwie stosowano przemoc, lub które były świadkami agresji. W związku z tym, sięgając po bardziej kategoryczne metody wychowawcze, bądźcie uważni, aby nie popełnić błędów trudnych do naprawienia.
Istotę sprawy stanowi zrozumienie subtelnej różnicy, jaka występuje pomiędzy karą a konsekwencją. Kara ma to do siebie, że jest nieprzewidywalna, nagła i zawiera element odrzucenia emocjonalnego. Jej przekaz najczęściej brzmi: „ja karzę, bo ja tu rządzę”.
Budzi w dziecku strach, gniew, poczucie niesprawiedliwości, a czasem nawet chęć odwetu. O rodzicu mówi natomiast tylko tyle, że jest on bezradny. Jej skuteczność jest niezwykle niska i krótkoterminowa. Zazwyczaj większość karanych w taki sposób dzieci, nadal zachowuje się niewłaściwie. Nie oznacza to jednak, że nie należy zwracać uwagi na niewłaściwe postępowanie dziecka.
Konsekwencja jest przede wszystkim zaplanowana, zapowiedziana i doprowadzona do końca. Nie stanowi formy odreagowania czy zemsty. Zależy od zachowania dziecka, a nie od humoru dorosłego. Jest zawsze adekwatna do poziomu przewinienia i pojawia się bezpośrednio po złym uczynku. Sprawia, że dziecko ma szansę na refleksję, moment zastanowienia, prawo wyboru i w ten sposób uczy się odpowiedzialności. Podsumowując: kary ranią, a konsekwencje wychowują.

Pamiętajcie, że każde dziecko miewa takie momenty, w których eksperymentuje, zachowuje się nie tak, jak trzeba, po to, by sprawdzić granice. Niekiedy dzieci prowokują rodziców lub też z uporem maniaka sprawdzają ich wytrwałość. Zachowanie spokoju, stanowczości i pozwolenie dziecku na ponoszenie konsekwencji zachowań jest niezwykle trudne, ale też skuteczne.
Jak wprowadzić teorię w życie? Na początek najlepiej ustalić kilka (maksymalnie trzy) zasady domowe, które będą przestrzegane przez wszystkich członków rodziny. Do każdej należy sformułować inny rodzaj konsekwencji. Im mniej skomplikowane zasady, tym większe szanse, że będziecie o nich pamiętać i przypominać zawsze, gdy zostaną złamane.
Życie pokazuje, że czasem trudno przewidzieć zachowanie dzieci. One bywają niezwykle twórcze i kreatywne. Zawłaszcza w dziedzinie łamania nakazów, zakazów i eksperymentowania. Należy jednak ostrzec dziecko, że robi ono coś, na co się nie zgadzacie. W ten sposób unikamy sytuacji nagłego, nieprzewidzianego karania, które jest niezwykle nieprzyjemne dla obu stron i nie pozwala dziecku podjąć decyzji - co chce zrobić.
Dając możliwość wyboru - uczycie malucha refleksji i odpowiedzialności za swoje zachowanie. Istotne jest, aby to ostrzeżenie było konkretne, krótkie i dostosowane do dziecka. Mówiąc: „Ja ci zaraz pokażę”, można jedynie rozbudzić ciekawość i zachęcić do kontynuowania nieodpowiedniego działania. Zamiast tego należy wyrazić dezaprobatę dla zachowania (nie osoby) i poinformować, co konkretnie wydarzy się, jeśli dziecko nadal będzie niegrzeczne.
Bycie stanowczym i wytrwałym nie musi jednak oznaczać agresji i nieprzyjemnego napięcia. Konsekwencje zawsze ponoszone są przez obie strony (to rodzic je wymyśla, planuje i pilnuje ich). Niemniej jednak stanowią cenny drogowskaz, pokazują co wolno, a czego nie. Dlatego, jeśli zależy nam na wartościowym i skutecznym wychowywaniu, nie możemy pomijać tak ważnej czynności jaką jest wyciąganie konsekwencji.
